Złość w rodzicielstwie. Jak się złościć, by nie krzywdzić tych, których kochamy?

 

Złość jest jedną z podstawowych ludzkich emocji, a więc stanowi nieodłączną część naszego życia. Doświadczamy jej w różnych sytuacjach, różnie ją odczuwamy, różne też podejmujemy działania w związku z nią. Dla wielu z nas jest ona jednak dość kłopotliwą emocją. Są ludzie, którzy wstydzą się tego, że czują złość; inni nie umieją jej wyrażać, chowają ją gdzieś do środka. Jeszcze inni są dosłownie „zalewani” złością, nie potrafią zapanować nad swoim zachowaniem, gdy ją odczuwają. Niektórzy z nas mają przekonania, że „nie wypada się złościć”, „grzeczne dzieci się nie złoszczą”, że „ktoś, kto czuje złość, nie radzi sobie z emocjami” itp. Trudno nam złość akceptować u siebie, trudno nam również przyjmować ją u innych – u naszych partnerów, dzieci, współpracowników, znajomych.

A przecież złość jest emocją, jak każda inna – nie jest ani dobra, ani zła. Jest ważną
i potrzebną informacją, że dzieje się coś niedobrego, że być może ktoś przekracza nasze granice, ktoś lub coś nam zagraża, dzieje się coś niezgodnego z naszymi wartościami, coś blokuje realizację naszych istotnych potrzeb lub dążeń…

Fizjologicznie złość jest dość prostą reakcją organizmu na zagrożenie – aktywują się układy i organy naszego ciała do tego, żeby intensywniej działać, by pobudzić nas do aktywności na zewnątrz – do ekspansywności, ingerencji w otaczające nas środowisko, konfrontacji ze źródłem tego, co naszą złość wzbudziło. Podnosi się poziom adrenaliny, noradrenaliny, kortyzolu – czyli tych hormonów, które w odpowiedzi na zagrożenie przygotowują organizm do walki lub ucieczki. Złość aktywizuje różne partie mięśni – szczególnie ukrwione stają się kończyny i twarz; w tych partiach ciała pojawia się największe napięcie mięśniowe.

Ważne, by pamiętać, iż w większości przypadków przyczyną złości nie jest to, co robią nam inni. Złość jest reakcją na naszą interpretację tego, co się dzieje, na to, jak odbieramy zachowanie innych, co się w nas w związku z nim pojawia.

 

Jak powstaje złość? Jako że definicyjnie jest reakcją organizmu na to, co interpretujemy jako zagrożenie, często poprzedza ją, nawet na poziomie nieświadomym, niepokój, strach, poczucie zagrożenia. Więc im mniej sytuacji odbieramy jako zagrażające, tym rzadziej się złościmy. Im dłużej doświadczamy dobrostanu psychicznego i fizycznego (mamy poczucie bezpieczeństwa, jesteśmy wyspani, wypoczęci, w pozytywnym nastroju, mamy dostęp do jedzenia, picia, czujemy się po prostu dobrze) – tym mniej okoliczności będzie wzbudzać w nas złość. Istnieje taka metafora, która stres czy napięcie porównuje do materiału wybuchowego, który ma w sobie niebezpieczny potencjał, ale sam z siebie nie eksploduje; potrzebuje zapalnika. Zapalnikiem natomiast jest myśl budząca poczucie zagrożenia. Ani sam stres, ani sama myśl złości nie wywoła. Jednak gdy będziemy w stanie napięcia, a pojawi się myśl stanowiąca interpretację rzeczywistości jako zagrażającą nam – łatwiej wpadamy w złość. Gdy tym samym myślom przyjrzymy się bez napięcia, „na zimno” – one wywołują zupełnie inną reakcję. Stres, którego doświadczamy, może być związany
z reakcją na zagrożenie, ale też z nadmiarem bodźców, z niedoborem snu, ze zmęczeniem,
z trudnościami relacyjnymi, niskim poczuciem bezpieczeństwa, niezaspokojeniem ważnych potrzeb, presją czasu… Jeśli dużo się złościmy, jest to sygnał, iż jesteśmy w ciągłym alercie; to sygnał, że warto się o siebie zatroszczyć, przyjrzeć się sobie z łagodnością. Czy nie doświadczam długotrwałego zmęczenia, przemęczenia, napięcia? Czy czuję się bezpiecznie? Czy moje wewnętrzne granice nie są naruszane? Czy moje potrzeby – też te fizjologiczne, jak sen, odpoczynek, jedzenie – są zaspokojone? Może nie umiem inaczej niż przez wybuch wściekłości formułować odmowy – i warto by było podjąć pracę nad asertywnością? Może potrzebuję wsparcia, zmiany, podzielenia się z kimś obowiązkami? Może mogłoby mi pomóc porozmawianie o swojej sytuacji z kimś zaufanym – przyjacielem, terapeutą? Samo uświadomienie sobie, o co mi chodzi, co się kryje pod tą złością, może mieć wpływ na to, jak zareagujemy w przyszłych sytuacjach. Może też być impulsem do podjęcia choć małego kroku w stronę poprawy swojego funkcjonowania.

Warto się przyglądać swojej złości. Ważne, by nie robić tego „na gorąco” – w sytuacji, gdy ją odczuwamy – tylko wtedy, gdy emocje już opadną. Praca nad złością nie dzieje się
w złości. To jest praca nad swoimi reakcjami, relacjami, doświadczeniami, niekiedy też zranieniami, uwarunkowaniami rodzącymi stres. Czasem pomocna bywa obecność drugiej osoby, kogoś, kto pomoże nam znaleźć naszą własną odpowiedź na pytanie „o co mi chodziło?”, „jakie myśli mnie doprowadziły do takiej reakcji?”, kto wesprze w interpretacji zachowania osoby, wobec której czujemy złość, czy pomoże znaleźć szerszą perspektywę.

Szczególnie trudno doświadcza się złości w rodzicielstwie. Wielu ludzi, gdy staje się rodzicami, dziwi się, jak silnie potrafi odczuwać złość w związku z pojawieniem się dziecka, jego całkowitą zależnością od opiekunów, koniecznością bycia w ciągłej gotowości do odpowiadania na jego potrzeby. Później, gdy dziecko podrasta, zaczyna jaśniej wyrażać swoje emocje, odmawiać, nie chce wykonywać rodzicielskich poleceń – u wielu rodziców
w odpowiedzi na takie sytuacje pojawia się złość.

 

Dlaczego w relacji z dzieckiem pojawia się tak dużo złości?

 

  1. Nie jest to relacja symetryczna – odpowiedzialność za to, co się dzieje z dzieckiem jest po stronie rodzica. Nie ma tu równowagi pomiędzy dawaniem i braniem – to rodzic daje swój czas, energię, wsparcie, dyspozycyjność… A zasoby rodziców, jak wszystkie inne zasoby, wyczerpują się, jeśli nie są uzupełniane.

 

  1. Rodzicielstwo wymaga czujności, uważności, odpowiedzialności, przewidywania, zapobiegania… A od poczucia zagrożenia jest blisko do złości. Dlatego m.in. tak nas złości, gdy dzieci robią niebezpieczne rzeczy.

 

  1. Dzieci ćwiczą granice, rozwijają odrębność – w taki sposób, że chcą się z tymi granicami spotykać, doświadczać ich, testować je. Rodzicielska złość może być komunikatem, że granice mamy czy taty zostały dotknięte.

 

  1. Próbujemy mieć kontrolę nad zachowaniem dziecka. Ważne jest dla nas, żeby dzieci robiły to, co my chcemy, aby widziały świat w sposób podobny do naszego. Jednak przekonanie, że możemy mieć kontrolę nad zachowaniem innych ludzi, w tym dzieci, bardzo często prowadzi do złości. Nie sposób jednak kontrolować wszystkiego, więc tego typu przekonanie wystawia nas na frustrację, rodzi napięcie.

 

  1. Brak wspierających doświadczeń. Wielu z nas nie wolno było się złościć, mamy mało takich doświadczeń, w których przeżywaliśmy złość, a ktoś usłyszał, co się z nami dzieje i zaakceptował to. Staramy się więc tę złość ukryć, nie czytamy płynących
    z niej komunikatów. To sprawia, że albo wybuchamy (czasem w zupełnie innej sytuacji i z siłą niewspółmierną do wagi wydarzenia), albo złość zostaje wewnątrz nas i czyni szkody (przy długotrwałym tłumieniu złości mogą się pojawić straty zdrowotne, np. bóle głowy, choroby żołądka i układu krążenia, napięcie mięśni mogące prowadzić do bolesnych usztywnień, np. karku, pleców; nieujawniania długo złość może również prowadzić do depresji).

 

Co więc możemy zrobić, by korzystać ze złości jako z komunikatu? By złościć się mniej intensywnie, w sposób bezpieczny dla innych i naszych relacji z nimi? Złościć się „lepiej”, to wcześniej rozpoznawać, że się złościmy – czyli odczytywać sygnały z ciała, które nas o złości informują i zadbać o swoje potrzeby. Im wcześniej to uczynimy, tym większe prawdopodobieństwo, że będziemy mieli jeszcze kontakt z tymi częściami mózgu, które odpowiadają za podejmowanie świadomych wyborów.  Bowiem gdy siła złości znacząco wzrośnie, nasz mózg przechodzi do systemu „walki-ucieczki”, a to manifestuje się wybuchami złości, których często później żałujemy.

Tak więc warto zacząć od pracy nad rozpoznawaniem informacji płynących z naszego ciała, a mówiących o pojawiającym się czy wzrastającym w nas napięciu. Możemy zauważyć, co się w nas dzieje, dać sobie empatię, wyrozumiałość, zaopiekować się sobą w takim emocjonalnym znaczeniu. Jeśli rozładujemy napięcie na tym etapie, nie będzie ono rosło i kumulowało się. W związku z tym, złość nie rozwinie się do silnego stadium,
a my wciąż będziemy w stanie wybrać, jak zareagujemy.

Kolejnym aspektem jest praca nad „myślami – zapalnikami”, nad perspektywą,
z jakiej patrzę na dzieci, innych ludzi, świat. Zdarza się, że ten element wewnętrznej pracy najszybciej prowadzi do zmiany i jest to zmiana trwała. Każdy nawyk, który wprowadzamy w życie, wymaga czasu i odpowiedniej liczby powtórzeń. W przypadku nabycia umiejętności wyłapywania myśli powodujących złość, przyglądania się im „na zimno” i zastępowania ich myślami konstruktywnymi, wspierającymi, zmiana jest szybsza i bardziej trwała. Klasycznymi myślami – zapalnikami w rodzicielstwie są np. „dzieci robią coś specjalnie, żeby nas zezłościć”; „syn/córka mnie nie szanuje!”, „jeśli w danej chwili nie zareaguję, to on/ona będzie robił tak zawsze” itp. Gdy jesteśmy w dobrostanie, analizując te myśli na poziomie intelektualnym, wiemy, że nie są one prawdziwe. Ale w silnym pobudzeniu emocjonalnym one wydają się nam rzeczywiste i nasza reakcja na nie bywa silna.

Jako ostatni, lecz nie mniej ważny element pracy nad konstruktywnym wyrażaniem złości można wymienić wspieranie ogólnego dobrostanu i poczucia bezpieczeństwa.
W rodzicielstwie często odraczamy zaspokajanie własnych potrzeb, a z czasem przestajemy niektóre z nich zauważać… Warto pamiętać, że nie da się nie dopuszczać do wybuchów złości, jeśli nie czujemy się dobrze, a nasze najważniejsze potrzeby nie są zaspokojone. Na pewno trudno, zwłaszcza przy małych dzieciach, wyobrazić sobie radykalną zmianę w aspekcie zaspokojenia własnych potrzeb, ale warto stosować metodę małych kroków, które doprowadzą nas do upragnionego celu. Może ktoś mógłby nas odciążyć w codziennych obowiązkach albo możemy tak zorganizować plan dnia, by wysupłać dla siebie trochę czasu
i przeznaczyć go na doładowanie akumulatorów?…

Mimo że złość jest nielubianą emocją, którą trudno wyrażać oraz której ekspresję niemniej trudno przyjmować, warto spojrzeć na nią z nowej perspektywy. Ona jest ważną informacją, która pomaga nam rozpoznawać swoje potrzeby i odpowiadać na nie. Pozwala nam lepiej odczuwać nasze osobiste granice, dbać o nie oraz przełamywać poczucie bezradności, gdy ktoś je przekracza. Wywołując reakcję walki i obrony, złość służy przetrwaniu -zarówno na poziomie psychicznym, jak i fizycznym. Może też stanowić sygnał dla innych, że coś jest nie w porządku – a więc wskazuje na obecność jakiegoś zagrożenia dla relacji i może motywować do pracy nad poprawą jej jakości. Niesie energię do dbania o siebie i swoje potrzeby – co wpływa na jakość naszego życia. I pomimo tego, że nasze codzienne życie pełne jest sytuacji rodzących napięcie, stresu, zmęczenia – od których blisko do złości – dobrze jest być w uważnym kontakcie ze sobą samym i dbać o swój dobrostan. Wtedy mamy szansę w porę zauważyć wzrost dyskomfortu oraz towarzyszące mu negatywne myśli
i zdecydować o takim wyborze reakcji, który nie wyrządzi krzywdy ani nam, ani ludziom,
z którymi jesteśmy w kontakcie – często dla nas najbliższym.

 

Osobom chcącym poszerzyć temat złości rodziców względem dzieci polecam książkę: Matthew McKay, Kim Paleg, Patrick Fanning, Dana Landis pt. „Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko”, Wydawnictwo MiND, 2012